I znowu ten wkurwiający budzik. Znowu zadzwonił o 6.00, mimo że oficjalnie wszyscy mieszkańcy poprawczaka wstawać muszą o 7.00. Dlaczego? Bo może, to jedyny powód.
Rozległo się kilka głośnych przekleństw, rzuconych niechybnie głosem dziewczęcym. A kilka sekund później zawtórował im zdecydowanie męski głos. Tak oto bliźniaki zaczynały dzień, najpierw potokiem słów powszechnie uważanych za niekulturalne, a następnie...
- Ty chuju.
- Ty dziwko.
- Spałeś z własną siostrą!
- A Ty spałaś z własnym bratem!
- Naćpałam się!
- Ja też!
- Chuj mnie to obchodzi!
- Nie masz chuja!
- Mam, leży w Twoim łóżku!
Słowne potyczki były już tradycją utrzymywaną przez Dragovichów bardzo starannie. I tego dnia było identycznie, no bo przecież wszystko, co jest inne, jest złe. Wszystko, co jest inne, należy zniszczyć, żeby nie zagrażało.
Po tym, jak to dwójka czarnowłosych dzieciaków niemalże poszarpała się, drzwi do celi otworzyły się z hukiem. Jeden ze strażników - jak co dzień - musiał interweniować, żeby się nie potłukli. Zezując na siebie, ciskając niewidzialnymi błyskawicami, mrożąc samym spojrzeniem krew w żyłach, rodzeństwo zabrało się za wygrzebywanie z samego dna przepastnej szafy czarnyh kawałków materiału, potocznie zwanych spodniami i koszulkami. Powłócząc nogami ruszyli w stronę zapuszczonej stołówki. To nic, że w poprawczaku pracowały sprzątaczki, przy tak dużej grupie ludzi, których z pewnością do 'homo sapiens' zaliczyć nie można, kobiety zwyczajnie nie nadążały ze sprzątaniem. Już dawno odpuściły sobie starania utrzymania tego miejsca w należytej czystości.
W tym miejscu gównażeria rozdzieliła się. Dziewczyna powędrowała do stolika w kącie, ściskając pomazaną markerem tacę ze śniadaniem. Usiadła i zaczęła powoli przeżuwać kanapki zgarnięte wcześniej ze stołu. Olewała całkowicie wszystkich tych, którzy nie bali się rano do niej odezwać. Zazwyczaj było to dość ryzykowne posunięcie, bo potrafiła wstać, podejść i zwyczajnie przywalić. To było dziwne, że nie reagowała. Ale powoli, powoli, wszystko może się przecież zmienić.
Powlokła się na lekcje. Tradycyjnie robiła zamieszanie i drwiła z nauczycieli, zwłaszcza z gościa, który uczył biologii. Zainteresowana biologią, tak długo ryła w książkach, że na chwilę obecną potrafiła wyłapać każdy błąd w wypowiedzi profesora, przynajmniej póki temat wchodził w zakres materiału na ten i następny rok szkolny. Bezczelnie wyśmiewała wszelkie jego potknięcia, nawet te najdrobniejsze. Udało jej się trafić do pokoju pedagoga, akurat na krótką rozmowę. I po co to wszystko? I tak spłynęło po niej tak, jak krople deszczu spływają po szybach samochodów jadących przez to okropne, zadymione miasto.
Kiedy po raz ostatni zadzwonił dzwonek, Katiusza zarzuciła na ramię czarną torbę wyładowaną różnymi bazgrołami, połamanymi długopisami i ostro zatemperowanymi ołówkami. Przypominając chmurę burzową, przeszła przez wszystkie obdrapane korytarze. Zaszyła się w celi, rzuciła torbę pod łóżko i razem z butami - glanami, oczywiście - rzuciła się na pościel. Przez kilka minut gapiła się tępo w sufit, oczekując chyba jakichś cudów od popękanej farby na nim. W końcu usiadła i otworzyła szufladę, którą to okleiła barwnymi naklejkami. Oczywiście, pełno tu było Hello Kitty i My Little Pony, bo to przecież takie sweetaśne, takie cool i w ogóle takie pasujące do dziewczyny.
Przez chwilę grzebała w zawartości oklejonej szuflady. Jakieś przypinki, czarne kostki do gry, rzemyki, skórzane opaski, kolorowe kolczyki, ochraniacze na nadgarstki.. I wreszcie nożyk do papieru. Wydobyła go z samego dna, po czym położyła na biurku. Wstała i podeszła do drzwi, zamknęła je. Nawet przestawiła Maksimowe łóżko tak, żeby nikt nie mógł wejść do środka. Z dziecięcą wręcz radością poknęła przez pokój i zgarnęła z biurka niewielkie ostrze ukryte w plastiku. Usiadła po turecku na krześle i podciągnęła rękawy.
Razem z pierwszym cięciem uleciał z niej cały gniew.
Drugie cięcie sprawiło, że poczuła się jakoś lżej.
Wraz z trzecim cięciem odnalazła piękno czerwieni krwi.
Ktoś nacisnął klamkę. Czarnowłosa odwróciła się gwałtownie, z ledwością utrzymując się na krześle. Czarne bojówki poznaczyły krople posoki, kiedy tak Katiusza wpatrywała się w drzwi. Są zamknięte i zastawione łóżkiem, nie ma szans, żeby ktoś tu wszedł. Pogrążając się znów we własnych myślach, powróciła do robienia krwawych lini na własnych rękach, każda kolejna była o odrobinę głębsza. Uśmiechała się przy tym, tak, jakby zadawanie sobie bólu - którego tak panicznie się bała! - było największą przyjemnością na świecie.
Spojrzała na swoje ręce. Zdobiła je gęsta siatka utkana z rozcięć, tych głębszych i tych mniej głębokich, takich ledwo przebijających bladą skórę. Naciągnęła na ręce rękawy czarnej bluzki, zarzuciła jeszcze bluzę, to tak dla pewności. Odsunęła łóżko Maksima na swoje miejsce, otworzyła drzwi i spojrzała na niego z niewinną miną.
- Chciałam się przebrać.
- I do tego było Ci potrzebne zastawianie łóżkiem drzwi?
- Tak.
- Popierdoliło Cię już całkiem.
Nie odpowiedziała nic, patrząc tylko na niego spokojnie. Odsunęła się, żeby mógł wejść, a po chwili.. Ruszyła przez korytarz. Wyszła do salonu, gdzie powitała bezczelnym uśmiechem wszystkich obecnych tam gówniarzy. Każdy tutaj był 'zły', każdy trafił tutaj dlatego, że zrobił coś złego. Nikt nie znalazł się tu przypadkiem.
Czasami uważała, że świat powinno się oczyścić z takich, jak oni. Powinno się likwidować tych, co od młodych lat łamali prawo i działali na szkodę innych. Problemem jednak było to, że Maksim i ona robili to samo. Przecież spalili swój własny dom, spalili własnego brata. Wiele osób pobili, wiele osób namówili do ćpania. Wiele osób obrazili. Czasami słowa bolały bardziej niż uderzenie, tak, to bardzo popularne stwierdzenie. Szkoda, że tak bardzo prawdziwe.
Gdyby już mieli pozbywać się wszystkich 'złych', ich też musieliby się pozbyć, nie ma żadnych wątpliwości co do tego. Ale ona, Jekaterina Ustinja Dragivich chciała żyć. Mimo tego, że nawet według swojego własnego zdania nie zasługiwała na życie.
Usiadła w kącie, rozejrzała się. Tępe spojrzenie ślizgało się po tych bardziej lub mniej znajomych twarzach, nawet nie próbowało zarejestrować niczego ciekawego. W końcu ciemne oczy dziewczyny zamknęły się. Zasnęła.
Obudziły ją dopiero czyjeś delikatne ręce oplatające ją. Otworzyła powoli oczy, spojrzała spod przymrużonych powiek na Kirley.
- Nie przytulaj samobójcy...
- Dlaczego? Bo mogę sama się nim stać?
- Tak, a tego bym nie zniosła...
___________________________________
Dlaczego piszę? Bo mogę.
Jak piszę? Szybko.
Wiem, że opowiadanie jest słabe. Chodziło mi o to, żeby napisać coś i pokazać, że jeszcze żyję. Nie mam komputera w tygodniu i nic na to nie poradzę.
Chciałabym bardzo, żeby blog ożył. Dlatego mam taką prośbę do Was - piszce coś na blogu, jeśli o nim pamiętacie. Taka malusieńka prośba od małej, wrednej, bezczelnej Katii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz