sobota, 17 listopada 2012

Mamusiu, zdychaj.


- Mamo, proszę. - Łzy spływały po policzkach dziesięciolatki.
- Mama kocha swoją księżniczkę... - Kobieta pchnęła dziewczynę z łódki do zimnego jeziora. Skepowane ruchy i strach przed wodą nie pozwalały jej się wynurzyć, a na dodatek rodzicielka utrudniała swojemu dziecku. - Mamusia Cię kocha...

Leżałam na polanie, gdy sobie to przypomniałam. Miałam przepustkę z poprawczaka, więc pozwoliłam sobie na drobne zakupy i odpoczynek... Wrócić tam... Mogłam iść gdziekolwiek, nic mnie nie podtrzymywało. Nie mam nikogo, poza kuzynem, który zresztą też zniknął. Psychiczne miejsce. Nigdy ne rozumiałam ludzi - jak ktoś tak bardzo chciał się zabić, to czemu tego nie robił? Nikt by po nim nie płakał. Kiedyś stanęłam naprzeciwko matki. Pocięła się, a ja trzymałam jej nóż. Krzyczała na mnie, że to moja wina. Nienawidzi mnie.

Mamusia Cię kocha...

Zamknęłam gwałtownie oczy, przerażona... Durne wspomnienia.

Chi kocha mamusię. Chi kocha mamę tak, jak ona ją. Chi chce, by mamusia zdechła, bo Chi ją kocha...

W sumie... Jak szła moja historia? Urodziłam się, dorastałam... 
Spojrzałam na plac zabaw. Matki obserwujące swe pociechy, których jedynymi problemami było to, że muszą kończyć kiedyś zabawę i wrócić do domu, by spać. Radosne uśmiechy tych wszystkich ludzi, płacz, gdy ktoś obdarł sobie kolano... Przyjemny widok.
Przez moje ciało przeszły przyjemne ciarki, a ja chciałam wiecznie to oglądać. Błogostan. Byleby nie wracać. Byleby się śmiać.
Czyż nie tak robiłam od dziecka? Zawsze uśmiechałam się, mimo wszystko. Uśmiech mnie ratował.

- Jaka ona słodka! Ten uśmiech. Zazdroszczę Ci córeczki, Sayuri. Jak Ci na imię? - Kobieta nachyliła się nad dziewczynką, która wciąż obserwowała ją dużymi, bystrymi oczami.
- Chi. - Odpowiedziała i obdarzyła nieznajomą najsłodszym ze swoich uśmiechów, jak to miała w zwyczaju.
- Chi? - Widać było zdziwienie kobiety. - Jakim znakiem zapisywane? - Japonia i wiele znaczeń jednego słowa, więc ta była niepewna.
- Znakiem na "Siłę", Chi to zdrobnienie od Chikara - powiedziała szybko matka dziewczynki, chętna, by skarcić teraz swoją córkę. Każdemu mówiła, że jej córka ma na imię "Siła", nie "krew"...

- Wiesz czemu Cię nienawidzę? Bo Cię urodziłam! 
- Nienawidziłaś też taty? - Wyszeptało dziecko, a następnie dostało w twarz.
- Zedrę Ci ten uśmiech z twarzy! Powinnaś być zapłakana, a nie uśmiechnięta!
- Mamo, kocham Cię, ale nie dam Ci tej satysfakcji. - Chi po raz kolejny dostała w twarz.

Pamiętam jak po zabójstwie matki byłam w psychiatryku. Miałam ledwo skończone 16 lat, złapali mnie po dwóch latach od morderstwa. Dawano mi antydepresanty, ale ciągle byłam sama, a uśmiechałam się radośnie nawet bez prochów. Lekarze nie wiedzieli, co ze mną zrobić, gdyż zabiłam w afekcie. Przepisano mi kolejne i kolejne leki, na psychikę, płuca, a ostatecznie przeniesiono mnie tu... Bym była z jedyną rodziną, moim kuzynem.

- Gratulacje! Druga córka! Nie czujesz się za staro, by wychowywać drugie dziecko? Chi dobrze się czuje z rodzeństwem?
- Chi ma już czternaście lat, a ja dopiero trzydzieści dwa. Jest wystarczająco dorosła...

- Jest śliczna. - Mówiła o swojej małej siostrzyczce. - Kocham ją. - Uśmiechała się za każdym razem. Zawsze się uśmiechała. 

Spoglądała na uśmiechniętą matkę. Zostawił ją kolejny facet po tym, jak zaszła w ciążę. Znowu była sama, ale mimo to... Kochała swoją nową córeczkę. Chi nadal była odrzucona. W afekcie wzięła nóż i podeszła do matki. Nim ta zdążyła ją uderzyć, Chi rozpoczęła krwawe przedstawienie.

Usiadłam i wzięłam do ust lizaka. Chcesz umierać, to zdychaj, jeśli nie, żyj z całych sił... Położyłam dłoń na swoim płaskim brzuchu, a po chwili zaczęłam dźgać w niego palcem. Zbyt dużo we mnie uderzało, poczułam ucisk w płucach i od razu wzięłam leki z torby. Przez podtapianie problemy z płucami. Przez gwałt w wieku dwóch lat problemy z hormonami...
- Lizaki... - Mruknęłam pod nosem i wstałam, aby iść do poprawczaka, gdyż kończył się dzień i czas przepustki.

___________________________
Mnie natchnęło, ale średnio wyszło.

2 komentarze:

  1. Nie ma co, praca świetna, dobrze się czyta. Lepiej niż książka, którą ostatnio czytałam. Cią zdań pojedynczych, które opisują zachowanie postaci w przeciągu kilkunastu sekund...
    "Uśmiechnęła się. Przybiły piątkę. Odwróciła się." Dalej nie pamiętam, ale było z kilkanaście takich zdań pojedynczych z podmiotem domyślnym... Tak to jest w przypadku niektórych książek pisanych na podstawie filmu, ale wynikało to także z braku twórczości od strony autora-tłumacza.

    OdpowiedzUsuń