- Priviet, rabotnyj ludu! - w jakim języku sie przywitała, tego nie wiedział nikt, ale w końcu liczą się chęci. Zwłaszcza w takim stanie. Ostro najebana morfinką.
- Zagrajmy sobie w coś, dobra..? Bo nudnooo... - wtarabaniła się do pokoju na bosaka, ze swoim zwykłym "urokiem" waląc o stół pudełkiem z czerwonym napisem Ruskaja Rulietka. Oczywiście cyrlicą.
- Pojebało? - mruknął Nath, patrzając na to wszystko rozszerzonymi od prochów źrenicami. No nie wytrzymał w końcu. Zwalił się jednak butami z fotela, siadając po nathanielowsku. Lupin nic nie powiedział, patrząc z lekką dezaprobatą, natomiast Wiedźmin szturchnął braciszka z uśmieszkiem na wargach.
- Czego...? - jęknął Eli, ale na widok dziewczyn się natychmiast rozbudził. Bo, co jak co, ale nie wyglądały zwyczajnie.. O ile w przypadku pojebów można wspominać o jakiejkolwiek normie. Kat była lekko przyćpana i, o ile Eliota wzrok nie mylił, również nieco napalona na młodszą z dziewczyn. Ta, w rozpiętej, ewidentnie przydługiej (czyżby męskiej?~) koszuli, błękitnych koronkach i z błyszczącymi granatowymi oczami uśmiechała się lekko.
Szczerząc spiłowane, wilcze kły.
Gerard otrząsnął się, znów wędrując wzrokiem ku Katii. Brak czarnych spodni. Za to czarno-różowe, urocze figi. Mrau, te dziewczyny czasem naprawdę go zaskakiwały. Urocze.
- Na jakich zasadach gramy? - przerwał chwilę napiętej ciszy strażnik. Czyżby sztywnemu Lupinkowi się spodobało..? - I o co?
Kiru uśmiechnęła się filuternie. Ona miała już plan. Wypchnęła trochę nieprzytomną Kat przed siebie.
- Nagrodą będzie Katia. Albo ja. Albo ja i Katia. Do końca naszego lub waszego pobytu w tym miejscu. Zawsze, wszędzie, w każdy sposób. Do wyboru. Rosyjska ruletka. A gracie... O swoje życie. - razem z ostatnim zdaniem w jej oczach pojawiły się delikatnie błyski.
Chwila ciszy. Przekonała ich?
- Gram. - powiedział z determinacją Eliot. Zaraz też zgłosił się jego braciszek i Nat. Wszyscy popatrzyli na Lykana.
Mężczyzna odlepił się w końcu od niebieskich koronek, kiwając lekko głową. Jasnowłosa uśmiechnęła się szerzej, rozkładając wszystko na stole.
- Alek, bądź sędzią, dobra? Dzięki. - jakim cudem chodziła prosto, jednocześnie trzymając Kat stosunkowo daleko od siebie w takim stanie - tym nie interesował się nikt. Była druga w nocy, gdy w salonie grę rozpoczęło czterech facetów, bijąc się o korzystanie z wdzięków dwójki dziewczyn.
- Nathaniel. Przegrałeś. - powiedział pół godziny później Aleksjej cichym głosem. Znał zasady. Wiedział co się teraz stanie.
Kiru bez słowa wzięła oszołomionego przyjaciela za dłoń i wyprowadziła przed budynek.
Błysk światła na jasnych kłach.
Bez jakichkolwiek wyrzutów wróciła na salę. Ludzie jakby nie zauważyli co się stało, tylko Alek pobladł nieco. Gra potoczyła się dawnym rytmem.
- Lykan. Przegrałeś. - gdzieś tak koło trzeciej stwierdził strażnik. Lupin popatrzył z niedosytem na ruletkę ale ruszył grzecznie z Kirley. Gdy z korytarza dobiegł zduszony krzyk, wszyscy zamilkli i natychmiast ruszyli do drzwi. Mężczyzna przyparł dziewczynę do ściany, chwytając ja dłońmi za nadgarstki. Pochylił się, wpijając się w jej usta, a jego rozpuszczone czerwone włosy szybko zakryły tą cudną scenę.
Pełznąca po podłodze strużka krwi.
Kiru podniosła się z podłogi, wycierając twarz z bordowych smug. Popatrzyła na twarze ludzi z delikatnym, uroczym uśmieszkiem. Brakowało tylko Alka, ale przecież nie musi oglądać drastycznych scen, prawda? Wszyscy jak na komendę przełknęli ślinę, cofając się do stołu. Eliot i Gerard. Siedząc na kolanach Rosjanki przyglądała się grze, ciekawa, który wygra. Była głodna i tenże głód wyzierał z jej oczu, gdy patrzyła na ich szyje. Gdzieś tam, obok krtani, znajdowały się dwie cudne tętnice. Dłonie, z lekko wypukłymi u obu żyłami. Przechyliła głowę, gdy kulka znów wylądowała na 33. Podniosła granatowe tęczówki na Alka. Czekała...
- Eliot. - czyżby głos mu zadrżał? Niemożliwe.. - Prze..przegrałeś.
Chłopak podniósł brązowe oczy na dziewczynę. Kirley przysunęła się do niego, powoli, bez słowa, rozpinając mu kolejne guziki koszuli. Po chwili szary materiał opadł na podłogę, składając się wedle swoich zasad. Chłodne opuszki palców sunęły po ciemnych liniach tatuaży, wywołując delikatne dreszcze. Uśmiechnęła się do swoich myśli, odrywając dłonie od jego podbrzusza, kładąc je na obojczykach. Odgarnęła mu grzywkę z oczu, po czym wspięła się na palce. Pocałowała go delikatnie w kącik ust, po czym zeszła niżej, na szyję... Krtań... Tętnicę... Podciągnęła wargi, obnażając kły i wgryzła się gwałtownie w aortę. Czuła ból, gdy uderzał ją wściekle po plecach, nerkach, karku, gry chciał ja odepchnąć od siebie. Wgryzła się w to żywe mięso, rozszarpując z sadystyczną przyjemnością kolejne partie skóry, mięśni, ścięgien... Przesunęła głowę, docierając ząbkami do jego krtani, zaciskając miarowo szczęki. Jego uderzenia słabły w miarę strat krwi.. po chwili odsunęła się od ciała, jakim cudem teraz leżeli? Wzruszyła ramionami. Wierzgał wściekle, próbując złapać choć trochę tlenu... Nie miał szans. Pogryziona szyja, porozrywana krtań i tętnica. Wstała, ocierając ręce w jego koszulę, zlizując z ust krew. Ten zwierzęcy strach, z jakim na nia patrzył, tylko ją nakręcał.
Nikt nic nie powiedział. Gerard popatrzył na zmasakrowane ciało braciszka, po czym wzruszył ramionami, za to Katia parsknęła śmiechem.
- Chodźcie dziewczęta, nagroda mnie czeka... - złapał obydwie za pośladki, nie przejmując się cichymi piskami niezadowolenia. - Mrau...
Zaciągnął je na kanapę, pozbywając się po drodze większości ubrań. Zamruczał z zadowoleniem czując delikatnie pocałunki obu dziewczyn, nie zareagował na dłoń sunącą po jego krtani... Dopóki nie uderzyła, łamiąc chrząstki. Kirley odsunęła się natychmiastowo, ledwo unikając jego ręki. Stanęła przy stole, patrząc jak chłopak próbuje w jakikolwiek sposób złapać oddech. Nie miał szans. Po przydługich trzech - czterech minutach oderwała oczy od rzężącego chłopaka, przenosząc je na Katię. Dziewczyna objęła ja w pasie, cmokając w policzek.
- Mru?
- Meoow.
Uśmiechnęły się obie, zawieszając kolorowe tęczówki na Alku...
~~*~~
Dziewczyna dziubała widelcem jajecznicę. Cóż, zawsze kochała śniadania w pierdlach. Pomińmy, że nigdy ich nie jadła. A już na pewno nie teraz, gdy nowoczesna waga, jaka trzymała pod łóżkiem wykazała 33,1 kg. Trzeba schudnąć. Powiodła wzrokiem po stołówce. Gerarda nie było, leżał w szpitalu, Eliot spokojnie z kimś gawędził, Katia jak zawsze siedziała w swoim kącie... Alek opierał się o framugę wcale nie wodząc oczami za Audunem, Lykan miał na nocną zmianę a Nath odchorowywał brak środków naćpiennych. Oczywiście oficjalnie był uczulony na jabłka. Wszystko w normie.
- Kocham takie sny... - wymruczała do siebie, odkładając cichcem nienaruszone żarełko do okienka.
(Taaak, Kiru NIE ma weny, NIE umie pisać i w ogóle wyłączcie to, bo zaraz wam monitor pęknie >_<)
[Aż mi sie słabo zrobiło na opis mojego biednego cierpiącego Eliota. Tak się zastanawiałem właśnie kiedy to zakończył swój żywot gdy dotarłem do " Kocham takie sny" i odetchnąłem. Fajne opo~]
OdpowiedzUsuńEliot
(dziękuję. Tak, wiem, za bardzo lubię krew.. *KREW< KREW< KREW<<!!! <3* A w ogóle to wpadnij na chat w jakieś ludzkich godzinach, muszę z tobą porozmawiać Cx)
Usuń[Ha ha, co do wpadania na czat..Na ogół nikogo nie ma jak chce wejśc więc po prostu nie wchodze. Zresztą ostatnio nie mam zbytniej chęci pisania. Przestawiłem się na komentarze i na czacie cięzko mi cos..wypocić. Ale może jutro sie zjawię~]
UsuńEliot.
(jak wchodzisz koło 17, to się nie dziwię o_O" xD OJ TAM, OJ TAM, wierzę w ciebie. Bądź dziś, bo muszę cie zjechać i zaszokować, jak to Kiru xD)
Usuń[Jakieś pojebane to opowiadanko . Zbyt kurwowe i dziwkowe ;-;]
OdpowiedzUsuń(jak umiesz pisać lepsze, to proszę bardzo :3)
UsuńCzuję sie wykorzystany D:
OdpowiedzUsuńA tak serio, to zajebiste 8D
No wykorzystałam cię, bo nie było cie jak spytać C:
UsuńMiałam taką nadzieję, ze ci sie spodoba... <3
Tu Lykaaan.. nie będzie mnie przez jakiś czas.. kot zepsuł laptopa :< Mam nadzieje, że ktoś to przeczyta. o.o"
OdpowiedzUsuńmelduje ze przeczytane xD
UsuńPozdrów kota, mi mój po raz 3 zszatkował kabel do myszki.. xD