wtorek, 20 listopada 2012

Kurwa.

Za górami.
Za lasami.
Żył sobie Gerard z kobietami.
Lecz kobiet nie było, to cioty przybyły i zabrały go w magiczny świat.... Poprawczaka.


Piękne malownicze popołudnie. Młody mężczyzna siedział spokojnie pod oknem, gapiąc się tępo na ścianę przeciwległą. -Kurwa. - Przeklął na głos, jak to miał w zwyczaju, nawet jeśli nikogo nie było w pomieszczenia.  
Dziś jest dzień w którym "więźniowie" dostają przesyłki od rodzin swych.
Już od prawie od tygodnia Gerard oczekiwał małej paczuszki z różnymi matczynymi dobrami.

Oh, dzisiejszego dnia godziny się niemożliwie dłużyły!
Dzwonek.
"O cholera! To już". Wstał, słysząc malutki rdzawy dzwoneczek który swoim małym "dzyndzelkiem" obijał się o dość przestarzałe ścianki. Nie wiele się zastanawiając nad tym cholernym światem, zaczął zmierzać w kierunku dźwięku. Zbyt dużo paczek nie można było zauważyć. Właściwie żadnej! "Co to ma znaczyć?!" Warknął, stając przed młodym, prężnym strażniku.

-Gdzie paczki? - Ułożył swe ręce, na swoim torsie by wydać się większym i silniejszym niż jest to w rzeczywistości.
-Niema. - Odpowiedział, rozdając listy.
Aż zacisnęły się zęby od takiej odpowiedzi.
-Jest coś dla mnie? - Mruknął, nie chcąc się wydawać podekscytowany bądź zły przez to że nic do niego nie przyszło. Jak widać miał za dużo nadzieje.
 -Jak się nazywasz chłopcze? - Strażnik na niego spojrzał. Czyżby nowy? Brązowowłosy nie znał go. Podejrzane mu się to wydawało, no ale nic.
-Gerard Frydas. - Przymknął oczy, nie był specjalnie obruszony tym że ktoś go nie znał. Wie, przecież że nie jest wyjątkowy w żadnym calu.
-Oh. - Wydał niezidentyfikowany dźwięk osóbka w mundurze, wyciągając kopertę ku górze. - Jest! - Dokrzyczał zadowolony, lecz po chwili zaczął się wpatrywać w adresata listu. -Co mi dasz w zamian?
Cholera! Kolejna osoba która by coś chciał od niego! Może to kolejny zboczek który każe mu klękać?   -Nic. - Warknął, nie wytrzymując. To ciśnienie panujące wokół były nieznośne! A ten list był w końcu dla niego! Jak on śmiał w ogóle pytać o takie rzeczy!? - Czy twoje jelita dawno nie były na wolności? - Zmrużył oczy, chcąc go przestraszyć i przejąć swoją długo oczekiwaną przesyłkę!



Ciche westchnięcie oraz przechwycenie listu. Zwycięstwo! Jak widać nie chciało mu się dzisiaj bić. Doskonale! "Teraz tylko do pokoju i...". Przerwał sobie myślenie gdyż ujrzał dość bogato zdobiony obraz dyrektora ośrodka. Czy on tu wcześniej stał? Podszedł bliżej, przypatrując się malarskiemu dokonaniu. Przepiękne! Te czyste barwy! Nigdy by się do tego nie przyznał lecz ma dość artystyczną naturę.
-Jak to, tu przetrwało? - Wymruczał, delikatnie gładząc dwoma palcami ramę dzieła. Otrząsnął głową w końcu przypominając sobie o swoim nowym najlepszym skarbie! Liście z domu! Czym prędzej oderwał się od portretu nieznanej mu osobiście osoby i pobiegł na górę.

 Gdy się już zamknął w pokoju, rozdarł pospiesznie kopertę. Wyjmując kartkę którą przeczytał w pięć sekund. Dlaczego w takim czasie? Gdyż treści tam było mniej niż odciśniętych ust, czerwoną szminką na papierze.

"Synku. Kochamy cię. Proszę, zajmij się swoim braciszkiem gdy do ciebie przybędzie.

Całuski, twoi mamusia i tatuś."


"Się wysilili", pomyślał w myślach srogo lecz po chwili zagryzł wargę zastanawiając się nad swoim bratem. - Co? - Stęknął. "Czyżby wpadł?".
Przez jego głowę przebiegło tysiąc myśli.... Jego brat tu będzie?



_________
Katia & Kirley. Bawcie się w poprawianie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz